Moje zapiski:
Po 2 latach? >> poniedziałek, 27 października 2008 18:54:13
Hmm.. Tak se myśle, ze może znów zaczne pisać na tym blogu:D
Jakoś tak mnie naszło:)
Pewnie nikt już o nim nie pamięta:D
Ale cóż....:)
W sumie notki mam napisane, a i weny nie brak..
Tylko tak troche czasu...
Ehh:D
No cóż :)
Zobaczy sie ;)
Pozd:D ;*
komentarze [0]5. Sowa, list i szkoła cz. 1 >> sobota, 30 grudnia 2006 14:28:14
Uwaga! Ważne!
No dobra, dobra… Już jest notka, ale teraz was trochę ponudzę moim gadaniem, choć raczej pisaniem. Proszę niech wszyscy to przeczytają. Po pierwsze mam do Was pytanie. Bo ja się zastanawiałam czy nie zmienić trochę historii. Chcę zrobić na razie innego dyrektora, a raczej dyrektorkę Hogwartu, a Dumbledor byłby zastępcą. Potem bym oczywiście, usunęła dyrkę i dała Labusa. I jak bym tak zmieniła to Mc Gonagall była by na razie tylko nauczycielką i opiekunką Gryffindoru, a potem zastępcą. To może tak być, czy mam normalnie pisać? Odpowiedzcie WSZYSCY!! No a po drugie.. Tę notkę dedykuję Roxy z
roxy.mylog.pl , ponieważ ona się o nią strasznie starała;* I coś do Roxy: Ale następnym razem nie staraj się tak bardzo;*. No dobra, a teraz notka:
*******************************
Lily spokojnie spała. Tym razem miała pluszaki pod poduszką. Dziewczynie nic się nie śniło. Obudziła się, lecz nie wstawała i udawała, ze śpi. Czekała aż przyjdzie Petunia. Lily myślała, że jest ok. 7. Dziewczyna nie naczekała się na siostrę długo. Drzwi do pokoju Lily otworzyły się. Od razu zaczęła rzucać Petunię pluszakami, gdy przestała zobaczyła, że to…
-Carmen! Skąd ty się tu wzięłaś?- krzyknęła Lily i szczęśliwa podbiegła do swojej przyjaciółki i rzuciła się jej na szyję.
-Czy te pluszaki to komitet powitalny?- zaśmiała się Carmen
-Przepraszam. Myślałam, że to Petka.
-Ona śpi jest 5.00.
-Co PIĄTA??
-No, tak… Umówiłam się z twoją mamą, że przyjadę tu dopiero rano. Pamiętasz umawiałyśmy się? Miałam przyjechać wczoraj wieczorem, ale pociąg się spóźnił 2 godziny ,a ze stacji jechałam autobusem. –opowiadała Carmen –Do tego był straszny ruch, więc autobus wolno jechał. Gdy dotarłam tu to była już 12.30, więc nie budziłam cię i poszłam spać do pokoju gościnnego.
-Dobrze, że w ogóle dojechałaś.
-No.
-Mam pomysł. Petunia śpi, no nie?- powiedział Lily
-Tak.
-Ona mnie Zreguły budzi o 7.00…
-Ciebie? Przed dziesiątą? Musze jej pogratulować…- zobaczyła wzrok Lily, więc dodała szybko- Współczuję. Czyli to, dlatego rzucałaś we mnie pluszakami.
-No. Więc możemy je zabrać i zacząć nimi rzucać w Petkę, póki ona śpi. Co ty na to?- powiedział Lily.
-No, dobra. Chodźmy.
Wzięły pluszaki i zakradły się do pokoju Petuni.
-Na trzy- cztery, ok.?
-Yhm.
-Trzy- czte- ry.
Zaczęły rzucać w Petunię.
-Ty wiedźmo! Dziwolągu! Wstrętna czarownico! Uspokój się!- wrzasnęła, nagle obudzona, Petunia.
-A jeżeli ty mnie budzisz zawsze o siódmej, to ja cię Nie mogę raz o piątej??- powiedziała się śmiejąc się .
-Nienawidzę cię- mruknęła Petunia.
-Cieszę się!
-Wiedźma!
-Cześć Petka. –Odezwała się wreszcie Carmen
-O kolejna wiedźma?! – powiedział Petunia.- Witaj Carmen!
-Jak zwykle „miła”- szepnęła Lily do przyjaciółki.
-Jak ty z nią wytrzymujesz?- spytała Carmen
-Nie wiem.
Już zaczęła dochodzić 6. Przyjaciółki poszły zjeść śniadanie. Potem umyły się i ubrały, a później…
Lily wyjrzała za okno i zobaczyła brązową sowę.
-Mamo, Carmen chodźcie!- zawołała Lily- za oknem widziałam sowę!
-Pewna jesteś? – spytała dziwnie panie Evans- To nie halucynacje? Przecież wstałaś tak wcześnie… Pewna jesteś?
-Tak! Ona była żywa!
-Ile ty masz lat?
-Mamo nie wiesz?! 11!
-W 100% jesteś pewna, ze widziałaś sowę?- Lily kiwnęła głową- Idę porozmawiać z twoim ojcem.
-Po co?
Lily nie dostała odpowiedzi. Pani Evans poszła na górę do męża i opowiedział mu o całym zdarzeniu.
-Nie rozumiem nic. A ty Lily? –powiedziała Carmen.
-Ja też nie- szczerze odpowiedziała Lily.
-Za tydzień wyjeżdżam, bo nie długo szkoła.
-No.
Ten tydzień strasznie szybko miną…
******************************
No dobra kończę. Jak będzie dużo komów (Roxy nie musisz cały czas komentować :D) to jutro dodam notkę. Wybaczcie, ze tak przerywam, ale ja mam napisane w zeszycie tylko 6 noci i pisze 7, więc boję się, że jak będę tak cały czas notki dodawać to mi notek nie starczy;* No, a teraz komentujcie!! Aha i jeszcze 1. Wy nawet nie wiecie jak ja mam na imię:* No jeśli komuś to potrzebne, oczywiście, to jestem Klaudyna (Klaudynka, Dysia, Dynia, Klaudysiunia itp.)
No dobra Buziaki:*:*
komentarze [109]4. Reszta >> piątek, 29 grudnia 2006 21:10:06
Jesteście kochani:*:*. Pod ostatnią notką było 15 komów. Dziękuję;*;* No, a teraz się na mnie zezłościcie… Tak to jest pewne… Czemu?? Bo to najkrótsza notka, z całej historii tego bloga. Znaczy historia wpisana na mylog jest jeszcze krótka, ale mam jeszcze zeszycik w którym pisze notki;* Tam mam już trochę tych notek. Pisze teraz te głupoty żebyście się na mnie trochę później złościli… Wybaczcie, że notka taka krótka, ale ona miała taka być… No dobra już Was nie zanudzam…
********************************
Dorcas, Ann, Remusa i Petera opisze później. Ich wakacje po prostu były nudne. Wszyscy pochodzą z rodziny czarodziejów. Dorkas na wakacjach była w Chinach, Ann w Egipcie, a Remus w Grecji. Peter został (jak zwykle) w domu.
********************************
No wiem, że krótka, ale ta notka miała taka być… Oszczędzicie mnie?? W następnej notce będzie już się coś fajnego działo. Więc oszczędźcie mnie, żebym mogła napisać kolejną notkę. Pozdrawiam :D Komentujcie jak będzie min. 20 komów to notę dodam
komentarze [22]3. Pobudka >> czwartek, 28 grudnia 2006 18:56:03
No jednak nie dzieliłam tego rozdzialiku. Mam nadzieję, że będzie duuzio komów. No nie nudzę Was moim gadulstwem. Oto notka:
****************************
Syriusz obudził się. Było jeszcze ciemno. Chciał się podnieść, lecz nie mógł. "No nie. Co tern James znów wymyślił? Mam dość jego dowcipów wypróbowywanych na mnie. Zabiję go." - Pomyślał chłopak.
Nie miał przyszytej kołdry tylko przy głowie, więc udało mu się wydostać. Następnie wywalił się na nitkach. Zaczął próbować przejść między nimi. Po dłuższych "akrobacjach", już cały zezłoszczony, szarpną drzwiami i farba wylała się na niego.
-James!! Zabije cię!! James chodź tu!!- Wrzasną Syriusz.
Z pokoju James’a słychać było głośny śmiech.
-James, co to ma znaczyć?- Ponownie wrzasną Syriusz.
-Syriusz, ty masz różowe włosy…- powiedział Aisza udając zaskoczenie. – Farbowałeś się?
-Słodko wyglądasz. -Powiedział James.
-Wy! Zabiję was!- Krzykną Syriusz
-Za co??
-Dobrze wiesz- powiedział nadal wkurzony Syriusz- Czy da się zmyć tę farbę po jednym myciu?
-Nnnie! Ale fajnie wyglądasz w różowych włosach. Mnie się podoba- pocieszył go James
-Jak ci się podoba to sam się przefarbuj na różowo! -Wrzeszczał Syriusz Black- Idę do twojej mamy żeby mi to odczarowała.
James i Aisza Potter pochodzili z rodziny czarodziejów. James Potter miał piękne orzechowe oczy i ciemne, nigdy nieuczesane włosy. Był przystojny. Miał 11 lat. Aisza była młodszą siostrą James,a. Miał 6 lat. Choć była mała to przez psikusy James'a wydoroślała. Miała blond włosy i niebieskie oczy.
Ich mama miała na Imię Elizabeth, a tata Carol. Pani Potter miała błękitno-zielone oczy i brązowe włosy, a jaj mąż brązowe oczy i czarne włosy. Syriusz Black był najlepszym przyjacielem James. Miał brązowe włosy i ciemne oczy Z James’em często robili dowcipy. Na wakacje przyjeżdżał do Potter'ów, bo nie chciał siedzieć u siebie w domu. Jego rodzicami byli śmierciożercy. Zresztą cała jego rodzina służył Voldemortowi. Tylko Syri nie.
-Przepraszam ciociu-„ciocią” nazywał panią Potter. - James przefarbował moje włosy na różowo. Mogłaby mi pani to odczarować?
-James używał różdżki?
-Nie, ale ma drzwiach postawił wiadro i gdy je otworzyłem. Wylała się na mnie różowa farba.
Pani Evans machnęła różdżką i różowy kolor znikną.
-Dziękuję.
-Jutro powinny przylecieć lista podręczników. 1 września idziecie z James’em do Hogwartu.
-No! Już nie mogę się doczekać. Niestety Narcyza i Bellatrix za rok też pójdą do Hogwartu- powiedział Syriusz. Bellatrix i Narcyza były siostrzenicami Syriusza. Obydwie w przyszłości chciały pójść w ślady rodziny.
Słońce w pokoju świeciło już jasno. Syriusz nie zauważyła nawet, kiedy wzeszło.
-Mógłbyś zawołać James’a i Aiszę? Zrobię śniadanie. Syriuszu, co chcesz zjeść?
-Omlet z dżemem.
-A do picia?
-Colę.
Syriusz poszedł po przyjaciela i Aiszę.
-Już różowy kolor mama ci zdjęła?- Spytała dziewczynka.
-Tak. Ile razy jaszcze będziecie mi farbować włosy? Był już kolor zielony, niebieski, fioletowy i teraz różowy.
-Póki nie skończą się nam kolory. - Powiedział ze śmiechem James.
-A tak w ogóle to przyszedłem ty żeby wam powiedzieć: Wasza mama robi śniadanie! Chodźcie!- Wrzasnął
-Już idziemy. Chciałbym móc się deportować się z tego pokoju i aportować w kuchni. -Marzył James.
Zeszli na dół. Omlet dla Syriusza już się gotował.
-Co zjecie?
-Jajecznicę i Colę. - Powiedział James.
-A ja to samo, co Syriusz.- Powiedziała Aisza domyślając się, że omlet jest dla Syriusza. Że chłopak dostanie Cole wiedział, bo po prostu on zawsze pił Colę.
-Ty zamiast Coli dostaniesz mleko, Aisza. - Powiedziała pani Potter.
-Czemu?
-Bo jesteś najmłodsza.
-Czy to moja wina?
Nikt jej nie odpowiedział. Już bez kłótni zjedli śniadanie, a po śniadaniu…
-Syriusz weź miotły, a ty Aisza piłki- mówił James.- Kto chce jako pierwszy być obrońcą?
-Ja chcę.- Krzykną Syriusz wracając z 3 miotłami.
-Ja też chcę.- Powiedziała Aisza
-Ja!
-Ja!
-Ja!
-Cisza!- Wrzasną James. Jeżeli wy się kłócicie to ja będę.
-No to zacznijmy grać.- Mruknęła Aisza.
Quidditch to czarodziejska gra na miotłach. W drużynie jest 7 graczy: dwóch pałkarzy, obrońca, trzech ścigających i szukający. Pałkarze odbiją tłuczki za pomocą pałek, w stronę przeciwnika. Ścigający próbują trafić kaflem w jedną z trzech obręczy przeciwnika, a obrońca broni obręczy. Za trafienie do jednej jest 10 punktów. Szukający jest jednak najważniejszy. Musi znaleźć małą złotą piłeczkę, zwaną złotym zniczem. Gdy ją złapie mecz się kończy, a za złapanie piłeczki dostaje się 150 punktów. Drużyna, która zdobędzie więcej punktów wygrywa. Nieraz pomimo złapana znicza drużyna może przegrać, gdy przeciwnik ma min. 160 pkt.
Syriusz, James i Aisza nie mięli zawodowych piłek. Ich rodzice po prostu czarowali moralne piłki. Zreguły grali tylko „kaflami’’.
-Syriusz ty pierwszy strzelaj.- Powiedziała Aisza.
-No, dobra- odpowiedział chłopak.
-Zaczynamy. - Wrzasną James.
Syriuszowi udało się trafić dwa razy, a Aiszy ani razu. Gdy obrońcą był Syriusza to dziewczynka trafiła raz, a James'owi 3 z 6. Później Aisza obroniła 2 Syriusza, a James’owi ani razu.
-Wracajmy do domu.-Powiedział Syriusz.
*******************
I co podobał się? Mam nadzieję, że tak, bo się namęczyłam przepisując to wszystko. KOMENTUJCIE!!
komentarze [17]Życzenia:* >> niedziela, 24 grudnia 2006 11:30:51
No zdaje mi sie, że podoba Wam się mój blog:* DZiękuję za komy:*
....!!!....
...(':') ./Wesołych
..(....)/ Świąt
.(..../)
Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, dużo kasy w Nowym Roku i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia:* oraz mase prezentów:*:* Życzę Wam:*:*
A teraz taka fajna stronka koniecznie wejdźcie:
Życzeniakomentarze [6]Psoty James'a i jego siostry >> sobota, 23 grudnia 2006 14:13:35
Notka krótka, ale to cały rozdziła. DZiekuję za komy w zeszłej noci:*:* komentujcie tę notkę tez:*:* Notka nie jest super. Następna będzie dłuższa. Nie potrafię fajnie pisać. No coż, oto moje głupie "dzieło:
***************************
Gdy u Lily wszyscy spali, w innym domu:
-Aisza wstawaj. Wstawaj, bo nie uda nam się nabrać Syriusza- powiedział chłopak.
-Uhum. Już wstaję James. –odpowiedziała dziewczynka nazwana Aiszą.- Już, już. James?
-Tak?
-Czy twój przyjaciel już śpi?
-Tak Aisza, przynajmniej tak mi się wydaje. –szepną James.
-Chodźmy już. Masz nici, igły, wiadro, wodę i farbę?- spytała Aisza
-Yhm.- mrukną chłopak
Poszli do innego pokoju. Zaczęli przyszywać jakąś osobę do łóżka. Później po całym pokoju porozwieszali nici, tak żeby nie dało się łatwo przejść. Do wiadra nalali wody i wrzucili 3 pojemniczki różowej farby, która się po chwili rozpuściła. Tę mieszankę postawili na uchylonych drzwiach (dop. aut. zawartość wiadra miał się wylać, a wiadro miało nie spaść) Jaszcze na szafce postawili mugolską kamerę, tak aby nakręciła wszystko co się tu działo i włączyli ją.
-Nie mogę się doczekać, aż Syriusz się obudzi. – szepną James i uśmiechną się.
-Ja też. Chodźmy już. Może jeszcze uda nam się usnąć- powiedziała Aisza.
Wrócili do swoich sypialni.
*******************************
Wybaczcie, że takie któtkie. Następną notkę podzielę chyba na 2 części, bo w zeszycie mam ją na 8 stron:D:D KOMENTUJCIE!!
komentarze [8]1. Urodziny cz. 2 >> sobota, 16 grudnia 2006 13:18:54
Zeszły fragment przerwałam na opisie rodziny Lily. O to dalszy fragment:
***************************
Jej oczy miały taki sam kolor jak Petunii. Miała na imię Melisa. Była średniego wzrostu. Jej mąż Paul Evans miał krótkie, czarne włosy i brązowe oczy, Był wysoki. Lily jako jedyna z rodziny miała rude włosy i zielone oczy. Była niższa od siostry, ale strasznie szybko rosła. Była chuda (choć dużo jadła, bo kocha jeść) i bardzo ładna. Uwielbiała spać. Jej ulubionym zwierzęciem był jeleń. Lily i Petunia nienawidziły się. W mugolskie szkole Lily była świetna z chemii i historii.
Lily poszła do kuchni i zrobiła rodzicom naleśniki z truskawkami i bananami. Do tego wycisnęła sok ze Świeżych pomarańczy i do miski wsypała pokrojone owoce: pomarańcze, banany, truskawki, figi, morele, brzoskwinie, nektarynki i ananasa.
- I co zrobiłaś na śniadanie?- spytała Petka wbiegając do kuchni.
-Sok pomarańczowy, naleśniki i sałatkę owocową. – Nałożyła jedzenie na tacę i wzięła małą czerwoną paczuszkę. Położyła ją na tacy. – Przynieś swój prezent.
-Ach. Już idę.- wybiegła, lecz zaraz wróciła z niebieska paczuszka. Dziewczynki posprzątały stół i nakryły go. Ułożyły na nim pakunki, postawiły kwiaty i jedzenie. Następnie obie siostry poszły po rodziców.
- Mamo, tato wstawajcie! Śniadanie jest już na stole.- Rozbudziła rodziców Lily. – Tato pamiętasz?
-Nie martw się Lily, nie zapomniałem. – mrugną do niej- Dziś jest niedziela.
-Przecież dziś- zaczęła Petunia, ale Lily kopnęła siostrę w nogę- Auć! No, dziś jest niedziela.
-Mamo idź do stołu.- Zachęciła mamę Lily i podała jej pomarańczowy szlafrok i purpurowe kapcie. –My musimy jeszcze z tata porozmawiać.
Pani Evans wyszła.
-Tato zgodnie z planem masz udawać, że nie pamiętasz o mamy urodzinach- odezwała się Petunia po zamknięciu drzwi.
-Tak, tak wiem. – mrukną pan Evans.- Chodźmy, bo Melisa zacznie coś podejrzewać.
Wrócili do jadalni i zastali tam, zjadająca już swoją porcję naleśnika, kobietę.
-Chciałam otwierać prezenty dopiero przy was.- powiedziała- Siadajcie.
-Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności z okazji urodzin!- powiedziały razem siostry.
-I grzecznej Petuni- mruknęła Lily
Pani Evans dostała naszyjnik i parę kolczyków.
Reszta dnia minęła spokojnie, aż do wieczora…
_meliso, choć pojedziemy na zakupy.
-No dobrze.
Pan Evans jechał strasznie kręta drogą.
-Meliso zamknij oczy- odezwał się pan Evans- I nie otwieraj póki nie powiem, że możesz. Dobrze?
-Yhm.
Dojechali do portu. Pan Evans poprowadził swoją żonę do pomarańczowego statku obwieszonego balonami i napisem: „Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, Meliso”
-Otwórz oczy – szepną pan Evans- To prezent ode mnie. Kolacja na statku, a potem powrót do domu limuzyną. Podoba ci się?
- Bardzo- mruknęła pani Evans i pocałowała swojego męża.- Dziękuję. Jesteś kochany.
Zjedli wytworną kolację do ok. 2.00 w nocy, a później wrócili do domu.
W domu dziewczynki już spały.
******************************
No i co podobało się? Dziękuję za 6 komów jesteście kochani:*:* No i ten Rozdiał się skończył. Za jakiś czas pojawi się nowa notka. Pozdrawiam:*:* Komentujcie:*:*
komentarze [8]1. Urodziny cz. 1 >> wtorek, 5 grudnia 2006 20:40:20
No dobra Teraz noteczka. Mam nadzieję, że sie wam spodoba. To nie koniec tego "rozdziału", ale chciałam jak naszybciej dodać notkę.
************************
Lily Evans stała w lesie na dużej polance. Na trawie rosły kwiaty i skakały zające. Czuć było zapach wszystkich roślin znajdujących się niedaleko dziewczyny. Do Lily podbiegł malutki uszatek (chodzi o zajączka dop. aut.). Nakarmiła go kawałkiem trawy. Podeszła do jabłoni i zerwała czerwone jabłko. Było słodkie i soczyste. Lily odwróciła się. Stał tam przystojny chłopak. Miał ciemne włosy i orzechowe oczy. Podszedł do niej i…
-Dziwolągu wstawaj!!!- Krzyk obudził dziewczynę ze snu.- Śpiochu!
-Petunia spadaj. Miałam taki piękny sen. Ty wszystko psujesz. –Powiedział Lily- Która godzina?
-Bura- odpowiedziała, Petunia.
Lily zerknęła na zegarek.
-Jest 7:00! Po co mnie budzisz, moja „kochana” siostrzyczko? –Wrzasnęła dziewczyna- Powiedz, co chcesz i zmiataj z stąd.
-Uspokój się, dziwolągu! Nudziło mi się, to cię obudziłam! – wrzasnęła Petunia.
-I pomyśleć, że to ja jestem młodsza…- mruknęła Lily.
-Słyszałam. Chodź na dół i zrób śniadanie rodzicom.- powiedziała siostra Lily- Mnie się nie chce, a są urodziny mamy.
-Ja nie jestem żadną gosposią!- wrzasnęła ruda dziewczyna- Czemu ja mam robić śniadanie, a ty będziesz odpoczywać. Nie dość, że obudziłaś mnie ze snu o 7 rano, to jeszcze przekładasz swoje obowiązki na mnie? Umówiłyśmy się, że ty gotujesz na urodziny mamy, a ja na taty.
-To było dawno! Teraz się zamieniamy. Ja na taty, a ty mamy. W lato nie mam zamiaru gotować! Taty urodziny są w połowie roku szkolnego, i wypadają w środę. W środku tygodnia! Teraz nie będę się męczyć. – Wrzeszczała Petunia
-Cicho, bo rodziców obudzisz i nasza niespodzianka się nie uda. No dobra będę dziś gotować ale ty MUSISZ na urodziny taty. Zgadzasz się?- spytała Lily
-No dobra. –niechętnie odpowiedziała jej siostra- No idź robić to śniadanie , bo za godzinę mama się budzi.
Lily miała na sobie niebieską piżamę w zielone słońca. Założyła zielone kapcie z wyszytymi kwiatkami i ciemno zielony szlafrok.
W pokoju dziewczyny na podłodze leżało stado porozwalanych pluszaków. Lily rzucała nimi w Petunię za każdym razem, gdy ta budziła ją przed dziesiąta (musicie wiedzieć, że Lilka kocha spać :D). Zawsze kładła sobie, pod poduszkę, pluszaki, żeby miała je pod ręka. Niestety tym razem nie rzuciła w siostrę, bo nie miała czym. Okazało się, że wczoraj wszystkie „zużyła” na Petunię.
W pokoju Lily były trzy półki, łóżko, szafa, dwie szafki i biurko. Na biurku leżały byle jak walnięte mugolskie podręczniki do 3 klasy.
Siostra Lily, petunia była o 2 lata od niej starsza. Była starsza, ale często zachowywała się jakby to ona była młodsza. Petunia kochała jeść. Chuda nie była w ogóle. Wręcz przeciwnie, była gruba miała brązowe, krótkie włosy brązowozielone oczy. Mama Lily była szczupłą kobietą o długich, ciemnoblond włosach.
*********************
Wiem, że mało. To dopiero połowa tego rozdziału, a może mniej. Potem dodam resztę. Napisałam to, żeby cokolwiek było:) nie złośćcie się na mnie:* Jak będę miała czas to skończę przepisywać z zeszyciku:* Papa
komentarze [6]Wstęp >> sobota, 2 grudnia 2006 15:40:52
Będę tu pisać o Lily Evans, James'ie Potter i reszcie huncwotów oraz przyjaciółkach Lily: Ann Wisborn, Dorcas Meadaos, Carmen Blous. Mam juz napisane w zeszyciuku 6 dłuugich rozdziałów, więc może je porozdzielam na częsci. Zobaczę jeszcze. Notki NIE będą sie często pojawiać- muszę chodzić do szkoły. No jak będzie pod tą notką choć 1 kom to dodam nową notkę. Jak ktos by chciał żebym go informowała o nowych notkach to prosze aby napisał mi to w komencie. :*:* pozdrawiam
komentarze [2]